Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 września 2012

Nie oceniaj książki po okładce

Jest dużo prawdy w powiedzeniu, które zacytowałam w tytule tego posta. Jednak z reguły odnosi się ono do sytuacji, w której coś w rezultacie okazało się lepsze niż początkowo można przypuszczać.
Niestety ja trafiłam na książkę, w której okładka to zdecydowanie najmocniejszy element. I strasznie mi żal, że dałam się zwieść. Zatem żeby Wam się to nie przytrafiło lojalnie ostrzegam.

Myślę, że nie będzie dużej przesady jeśli nazwę to najgorszą książką jaką miałam okazję czytać (bo przeczytać do końca już nie dałam rady). Chociaż do końca roku jeszcze trochę zostało to myślę, że już żadna inna pozycja nie będzie mogła odebrać tego "zaszczytnego" tytułu poniższemu "dziełu".

Gwoli wyjaśnienie napiszę, że bardzo lubię tematy powiązane z duchami, klątwami itp. rzeczami. Sama nie do końca wiem czy wierzyć czy nie, nie zmienia to jednak faktu, że lubię o tym czytać czy oglądać filmy dokumentalne. I to w sumie jest główna przyczyna tego, że skusiłam się na zakup książki "Duchy - Historie o nawiedzonych miejscach i ludziach" autorstwa Rebeccki E. Kidger.

zdjęcia pochodzi ze strony www.selkar.pl

Z opisu na okładce można wywnioskować, że Autorka to rzetelna badaczka i osoba co do kompetencji (jakkolwiek to brzmi przy tej tematyce) nie trzeba mieć zastrzeżeń W sumie sama jestem sobie winna. Bo wystarczyło otworzyć książkę i przeczytać chociażby mały fragment, a książka nigdy nie wylądowałaby w moim koszyku. Pociesza mnie fakt, że zapłaciłam za nią 10 zł bo była przeceniona. Teraz już wiem dlaczego. Cóż - może się przyda na podpałkę czy coś w tym stylu.

No dobra, narzekam, marudzę, ale jeszcze nie podałam konkretów dlaczego to takie do d...
Najprościej chyba będzie zacytować Wam fragment. Same będziecie mogły ocenić.

THE BEST LITTLE  HAIR HOUSE, HERFORD

Kiedy się ktoś zastanawia , w jakich miejscach mogą przebywać duchy salon fryzjerski nie przyjdzie raczej nikomu do głowy w pierwszej kolejności. Jednakże po wizycie w Best Little Hair House w Heford taki punkt widzenia może się zmienić, ponieważ budynek ten podobno wypełniają poltergeisty. Dokładna ilość duchów nie jest znana, ale ile by ich nie było , z pewnością pochodzą z różnych okresów historycznych. Zarówno pracownicy jak i klienci słyszeli niewytłumaczalne głośne huki , zamykające się trzaskaniem drzwi oraz tajemnicze kroki dobiegające ze wszystkich pomieszczeń. W jednego z pracowników coś cisnęło kawałkiem drewna. Zdarzały się też przypadki latającej w powietrzu porcelany. W pomieszczeniu dla pracowników widzi się czasami dziwne jasne światła. W piwnicy salonu często czuć zapach dymu cygara, a niekiedy słychać mrożące krew w żyłach pomruki. Wielu pracowników bało się samotnie schodzić do piwnicy. Najbardziej niepokojący incydent zdarzył się pewnego wczesnego ranka po otwarciu zakładu. Na szybach w salonie zaparowanych od środka widniały odciski dłoni. Nie wiadomo, dlaczego okna były w takim stanie, przecież nikt nigdy nie zostawiał włączonego na noc ogrzewania!

No i cóż można napisać o tej historii. Język nie powala (zawsze można się przyczepić, że to wina tłumacza, aczkolwiek nie podejrzewałabym go o takie spartolenie roboty), mówiąc szczerze jak dla mnie to dzieci w podstawówce piszą bardziej porywająco. Z moim sarkastycznym podejściem nie mogłam się powstrzymać czasem od komentarzy typu: o mamo, na prawdę?, to straszne, pewnie ufo, ale się boję :P

Na próżno tu szukać opisu metod badawczych. Potwierdzenia chociaż minimum tych historii. Kunszt badawczy autorki wychwalany na okładce dziwnym trafem nie chciał się ujawnić. Do tego większość historii kończy się praktycznie tym samym wnioskiem - podobno tam się coś dzieje, chcesz to wierz bo w sumie to nie wiem czy to prawda czy nie. Pojedź i sprawdź.

Czy książka ma jakieś plusy? Czasami pojawiają się ciekawe opisy tych nawiedzonych miejsc. I w sumie tyle.

Dla mnie ta książka to dno totalne. NIE polecam.

sobota, 18 sierpnia 2012

Nowy członek rodziny ;)

Wiem, że już swoje lata mam, ale co to szkodzi mieć małego bzika na punkcie małych miśków? Ano nic.
Zatem przedstawiam Wam Ralfa :) moja nowa miłość w moim ulubionym kolorze :)



Ralf wyszedł z pod igły Pooky :) Zapraszam serdecznie do niej :) klik i klik


poniedziałek, 30 lipca 2012

Masz ochotę na MACa?

Hej Dziewczyny,

jeśli macie ochotę na kosmetyki MACa a nie macie do nich dostępu albo stan portfela Wam nie pozwala mam świetną alternatywę.

Co trzeba zrobić? Ano makijaż.



A konkretniej makijaż insirowany Make up up.

Po więcej szczegółów zapraszam na ich Fanpage na FB klik


wtorek, 26 czerwca 2012

Kevyn Aucoin - Sztuka Przemiany


Jak się da zauważyć z tego bloga (przynajmniej mam taką nadzieję) na liście moich zainteresowań dość wysokie miejsce zajmuje makijaż i czytanie książek. A skoro można te dwie rzeczy połączyć w jedno to jeszcze lepiej.
Od dłuższego czasu szukałam jakieś ciekawej książki o makijażu. Całkiem niedawno zaś na YT zaczęła się jakaś dziwna ofensywa na książkę Kevyna Aucoin Making Faces. Uległam więc YTbowej modzie i nabyłam drogą kupna własny egzemplarz. Wybrałam wersję polskojęzyczną.

Na początek może słów kilka o autorze. Kevyn Aucoin był bardzo znanym amerykańskim wizażystą i fotografem. Niestety w 2002 r., w wieku 40 lat zmarł (jak większość znanych osób) ze względu na uzależnienie od leków przeciwbólowych. Brał je ponieważ miał guza przysadki, który powodował m.in. na akromegalię. Został adoptowany, podobnie jak jego trójka rodzeństwa.  O swojej rodzinie i czasach młodości wspomina całkiem sporo w swojej książce. Może się to wydawać dziwne, ale już w wieku nastu lat robił domowe sesje zdjęciowe. Praktycznie cała jego wiedza została zdobyta metodą prób i błędów do czego autor bardzo zachęca w swojej książce. Początki kariery nie były łatwe, zwłaszcza, że był gejem, a w tym czasie tolerancja dla homoseksualistów nie była tak duża jak obecnie. Prześladowany za swoją orientację i nazbyt kobiece, jak na gust miejscowych "prawdziwych mężczyzn", zainteresowania postanowił wyjechać do Nowego Jorku. Tam został odkryty przez Vouge i tak o to stał się jednym z najlepszych wizażystów. Przełomowa w jego karierze okazała się okładka z Cindy Crawford z 1986 r.


Stał się sławny. W kolejce do niego ustawiały się największe gwiazdy kina i muzyki. Był jednym z najlepiej zarabiających wizażystów w historii. Miał swoją kolumnę w gazecie Allure, współpracował m.in. z firmą Revlon i Shiseido. W 2001 r. stworzył swoją własną markę  pod nazwą: Kevyn Aucoin. Tutaj można kupić kosmetyki tej firmy, jednak na dzień dzisiejszy ceny jak dla mnie zaporowe. Chociaż nie powiem, że nie uśmiecha się do mnie kilka rzeczy.

Wracając do książki, trochę mnie zawiodła. Wydana jest pięknie. Dużo ładnych zdjęć. Do tego dobrze się czyta. Niestety jest jedno "ale" i to nie małe. Oczekiwałam, że w książce wizażysty znajdę więcej porad i trików. Właściwie nie dowiedziałam się nic więcej co wiem teraz, po oglądaniu filmików na YT. Do tego opisy makijaży opierają się na obrazkach, a nie zdjęciach co pomimo dobrej jakości rysunków to mimo wszystko trochę mało. Zresztą zobaczcie same:

zdjęcie pochodzi ze strony www.wizaz.pl
Do tego większość makijaży w tej książce opiera się na tej samej technice, a często są to wręcz dokładnie te same makijaże pokazane tylko na różnych modelkach. Liczyłam na dużo więcej w tej kwestii.  Poza tym praktycznie w żadnym makijażu nie używa podkładu, tylko korektor i puder (ciekawe czemu zatem w swojej ofercie ma podkłady :P ), zdjęcia są poddane obróbce graficznej, i ja mam wierzyć, że te wszystkie modelki mają tak nieskazitelne cery? Aj dont think soł. Do tego na niektórych zdjęciach (naturalnych makijaży, żeby nie było) musiałam się mocno zastanowić, kogo przedstawiają, a po przeczytaniu opisu byłam mocno zaskoczona. A to chyba niezbyt dobrze.

Podsumowując krótko, jeśli dopiero zaczynasz przygodę z makijażem to książka może Ci się przydać. Jeśli zaś jesteś już na trochę wyższym poziomie zaawansowania to polecałabym coś innego.
I tu mam pytanie do Was - czy polecacie jakieś inne książki?

czwartek, 14 czerwca 2012

Piękni i Martwi

Tym razem notka z gatunku literackich. 
Jako,że zbliżają się wakacje może się okazać, że macie więcej czasu na czytanie. Zapraszam zatem do mojej opinii na temat książki Yvonne Woon "Piękni i Martwi".


Główną bohaterką jest 16-letnia Renee, która dość nieoczekiwanie zostaje wyrwana ze swojego poukładanego kalifornijskiego życia. Punktem zwrotnym w jej życiu jest zagadkowa śmierć obojga rodziców. Po ich śmierci trafia pod opiekę dziadka a ten wysyła ją do szkoły z internatem. Tam Renee spotyka swoją drugą połowę i odkrywa swoje przeznaczenie.

To tyle. Nie chcę pisać za dużo żeby nie zdradzać zbyt wiele, wolałabym żebyście przeczytały same (lub sami jeśli zaglądają tu panowie :P). Co mogę powiedzieć na temat tej książki?
Całkiem przyjemny język, czyta się szybko i nie męczy. Historia do pewnego momentu jest ciekawa, końcówka niestety trochę obniża poziom, co przyjęłam z rozczarowaniem, ale można powiedzieć, że daje radę. Nie jest to wybitna literatura, ale do poczytania na plaży jak najbardziej. Wydaje mi się, że jest to książka przeznaczona dla nastolatek. Przypomina mi książki, w których sama się zaczytywałam mając te naście lat. Mamy tu zagadkę, miłość, przystojniaka i bohaterkę, której nie da się nie lubić. Czyli wszystko do stworzenia historii miłosnej z tajemnicą w tle.

W skali od 1 do 6 daje 4. Jeśli masz chwilkę czasu i chcesz się zrelaksować to polecam.

środa, 14 marca 2012

w kinie ...

Ostatnio ciągnie mnie do kina. W związku z tym postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami na temat tego co widziałam. Może Was zachęcę do obejrzenia (albo zniechęcę ;p).

Na pierwszy ogień mam dla Was Histerię

zdjęcie ze strony www.filmweb.pl


Histeria - to komedia romantyczna. W zabawny sposób pokazuje historię wibratora. Sporo w niej momentów zabawnych i sala kinowa nieraz rżała :). To chyba dobrze skoro to komedia. W sumie jest to lekki i całkiem przyjemny film chociaż dość przewidywalny. Raczej scenarzysta nikogo tu nie zaskoczy. No, ale w sumie to chyba mu nawet o to nie chodziło. Bardzo fajnie zagrał Hugh Dancy. Nie znam tego aktora, ale chętnie go poznam :). Do tego bardzo fajny klimat wiktoriańskiej Anglii i piękne stroje - czyli to co lubię :). Podsumowując, jeśli chcecie miło spędzić czas i naprodukować trochę endorfinek ,to zachęcam do obejrzenia tej historii. Warto też zostać na napisach - można pooglądać różne cacka :) 

Kolejny film to belgijsko-francuski Artysta .

zdjęcie pochodzi ze strony www.filmweb.pl

Mówiąc szczerze po filmie nagrodzonym oskarem (i to nie jednym) spodziewałam się  trochę więcej. W sumie jedyne co mnie urzekło w tym filmie to muzyka, no i może to, że film jest niemy. Taka trochę nowość. W końcu w dzisiejszych czasach wszystko ma być 3D i dolby surround. Co do samej historii, hmm słabiutko. Facet, który daje radę tylko jak jest dobrze a jak jest źle to gorzej z nim niż z babą, która ma pmsa. Z drugiej strony kobieta, która moim zdaniem jest chorobliwie zakochana. Zamiast cieszyć się życiem i tym co ją spotyka, próbuje na własnych plecach targać tego słabeusza, którego pokochała.  Plusem jak dla mnie są stroje, fryzury, makijaże - ogólnie klimat lat 30 i stare Hollywoodland :). Gra aktorów natomiast średnia, chociaż w przypadku Berenice Bejo muszę stwierdzić, że zagrała bardzo ciekawie i wpisała się w konwencję niemego filmu, do tego całkiem przyjemnie się na nią patrzyło. 
Mimo wszystko uważam, że pójście na ten film do kina było stratą kasy.  Trzeba przyznać, że opinia Agnieszki Holland była bardzo trafna i trudno się z nią nie zgodzić. Gdyby nie te oskary można by stwierdzić, że nawet miłe do obejrzenia jak Histeria, ale do wybitnego kina to temu sporo brakuje.

Trzeci film jest z gatunku ciężkich więc jak masz doła to nie polecam go oglądać. A mówię o filmie Obca.

zdjęcie pochodzi ze strony www.filmweb.pl

Obca opowiada historię Umay, która ucieka ze Stambułu do Niemiec. Ucieka przed mężem, który maltretuje ją i syna, do rodzinnego domu. W swej naiwności myśli, że jej muzułmańska rodzina będzie zadowolona z takiego obrotu sprawy, a przynajmniej go zaakceptuje. Niestety tak nie jest. Dla rodziny ucieczka Umay, a później dodatkowo niechęć oddania ojcu syna, to ujma na honorze. A honor dla nich jest bardzo ważny. Ważniejszy niż pierworodna córka.  Gdyby Umay chciała to zrozumieć może historia potoczyłaby się inaczej. Ona jednak z uporem maniaka pcha palce między drzwi z nadzieją, że może jednak nie zaboli. Niestety to nie historia z happy endem.  Jeśliby tylko Umay potrafiłaby odciąć się od rodziny i żyć własnym życiem, nie zmusiła by ich do tak dramatycznej decyzji, jak honorowe zabójstwo. Traci to, co było dla niej najważniejsze, sprowadzając nieszczęście nie tylko na siebie, ale też na swoich najbliższych. Strasznie denerwowała mnie ta jej głupota i niezrozumienie postawy własnej rodziny. Wręcz miałam ochotę powiedzieć w kinie "głupia co robisz???". Trudno mi zatem ocenić ten film. Bo z jednej strony jest on całkiem niezły a z drugiej strony strasznie mnie irytował. Tak bardzo, że aż miałam ochotę wyjść z kina. Zatem musicie obejrzeć same. Tylko ostrzegam - to jest dołujący film.

Następne na co się wybieram to Wstyd, Kobieta w czerni i Jhon Carter. A Wy co polecacie?



czwartek, 26 stycznia 2012

Millennium

W tym tygodniu odwiedziłam kino, celem obejrzenia amerykańskiego re-make'u, pierwszej części trylogii Stiega Larssona. Skusiłam się, bo czytałam całą serię i  niezmiernie przypadła mi do gustu. Na tyle, że książki zamieszkały w mojej biblioteczce.
O czym jest książka/film nie będę zdradzać bo w sumie większość z Was pewnie i tak wie. Zatem w telegraficznym skrócie powiem Wam o swoich wrażaniach.



Książka? Świetna, bez dwóch zdań! Nie bez powodu stała się bestsellerem (przynajmniej w mojej opinii). Wartka akcja, ciekawi wielowymiarowi bohaterowie, język który nie nuży. Zatem jeśli dysponujesz czasem (a ostrzegam, to wciąga), lubisz zagadki kryminalne i interesuje Cię ludzka psychika to śmiało możesz zacząć czytać.
Kiedy się dowiedziałam, że została nakręcona adaptacja filmowa i na dodatek amerykanie też się szykują, przyznam bez bicia, że trochę się bałam - "co z tego wyjdzie???". Zresztą, nauczona doświadczeniem wiedziałam, że po prostu w większości przypadków książki z reguły są lepsze od filmów. Nie mniej jednak nie byłabym sobą gdybym nie obejrzała. W końcu żeby wiedzieć co nam nie smakuje trzeba to spróbować. I co? I nie taki diabeł straszny jak go malują. A od każdej zasady jest wyjątek.
Szwedzka wersja okazała się genialna. Osobie odpowiedzialnej za dobór obsady serdecznie gratuluję. Sama pewnie lepiej nie wybrałabym ani Mikaela Blomkvista, a już tym bardziej Lisbeth Salander. Pierwszy raz mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że film jest równie dobry co książka.



Po obejrzeniu tej wersji zaczęłam się zastanawiać jaka będzie amerykańska. James Bond jako szwedzki dziennikarz nie specjalnie mi tutaj pasował. Nie mniej jednak bilety zostały kupione (podobnie jak popcorn) więc nie miałam już wyjścia. I całe szczęście,  bo muszę się przyznać, że jest to pierwsza w moim życiu amerykańska wersja, o której można powiedzieć: "dali radę". Były nawet takie sceny, w których podskoczyło mi tętno ;p. Co prawda amerykanie nie byliby sobą, gdyby czegoś nie zmienili. Na szczęście zmiany były na tyle nieistotne, że nie wpływały na odbiór całości. Przekonałam się też, że Daniel Craig może grać inne role i to z niemałym powodzeniem. Również aktorka grająca Lisbeth poradziła sobie całkiem nieźle z tą trudną rolą (chociaż Noomi Rapace ustawia wysoko poprzeczkę).



Jednym słowem zarówno książka jak i obie wersje filmowe są warte przeczytania/obejrzenia.

wtorek, 6 grudnia 2011

Sezon Świąteczny uważam za Otwarty :)


Moja ulubiona piosenka świąteczna - pominę milczeniem fakt że Justin Biber (czy jako on się tam zowie) ją zgwałcił.

I ja też zasłużyłam na prezent - chociaż nie jestem grzeczna. I to nie jeden :)



Obu moim Mikołajkom bardzo dziękuję :)

czwartek, 1 grudnia 2011

Ciasteczkowy potwór

Taga z ciachami nie mogłam sobie odpuścić bo to przecież frajda :) 

więc bez zbędnych ceregieli pokażę moje ciacha :)

Numer jeden zawsze i wszędzie boski Edward Norton, kocham go za Fight Club, za Iluzjonistę, za Malowany Welon. Moim zdniem świetny aktor i niezłe ciacho.


Kolejne ciacho Keanu Reeves - za Dom nad Jeziorem


James Mcavoy - za Pokutę


John Cusak - za całokształt, facet ma to coś


Norman Reedus - za Świętych z Bostonu i teledysk Judas Lady Gagi



Joseph Gordon Levitt - za rolę Artura w Incepcji


Elliot Cowan za rolę Pana Darcy'ego


I last but not least Til Schweiger za rolę Hugo Stiglitza



Która z Was chce może czuć się nominowana :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Jacek Piekara - Alicja

Jak wiecie z poprzednich postów lubię pióro Jacka Piekary, dlatego też kontemplując kiedyś półkę z polską fantastyką w Emipku, w oczy rzuciła mi się okłada "Alicji". I chociaż mówi się, że nie ocenia się książki po okładce to ja tak właśnie zrobiłam.  

Zaczęłam czytać jak tylko wróciłam do domu i nie oderwałam się dopóki nie skończyłam. Pochłonęłam ją w godzinę. Zasługa to nie tylko samej historii ale umiejętnego operowania słowem i specyficznego humoru, który bardzo trafia w mój gust. Niestety okazało się, że ostatnie zdanie brzmiało: "koniec tomu pierwszego". Myślałam, że mnie trafi. Nic mnie tak nie denerwuje jak fakt, że przeczytałam coś co ma mieć dalszą część a ta dalsza część jeszcze nie została napisana. Trochę się naczekałam na "Alicję i ciemny las". Na szczęście było warto :)


Głównym bohaterem jest Aleks, zakompleksiony niespełniony trzydziestokilkuletni scenarzysta. Jego życie jest szare jak betonowy chodnik. Wszystko to zmienia sie za sprawą czternastoletniej Alicji. Nawiązuje się między nimi coś na kształt związku. Można powiedzieć, ze Aleks jest pedofilem, chociaż stroną dominującą jest raczej Alicja. Uczucie, którym go obdarza jest bardzo silne i mocno destrukcyjne. Jednak nie od początku Aleks jest świadomy tej destrukcyjnej siły.
 Jak rozwija się ten związek, czym jest i do czego prowadzi można się dowiedzieć czytając drugą część. Dla Aleksa jest to podróż w głąb siebie, ale podróżując razem z Aleksem możemy się przez chwilę zastanowić nad sobą. Wydaje mi się, że to jest właśnie najważniejsze w książce, żeby coś w nas zostawiła i sprowokowała do zastanowienia się chociaż przez chwilę nad sobą. Moim zdaniem ta sztuka w przypadku "Alicji" Jackowi Piekarze się udała. W moim przekonaniu jest to książka godna dopisania do listy "do przeczytania". 

niedziela, 6 listopada 2011

Mała rzecz a cieszy

Nie wiem jak Wy, ale ja mam małego bzika na punkcie czystych rąk. Strasznie nie lubię jeśli nie mam gdzie ich umyć. To pewnie rodzaj jakieś lekkiego natręctwa, ale myślę że mało szkodliwego. Dlatego też jak zobaczyłam żel do rąk w The Body Shop to długo się nie zastanawiając postanowiłam go nabyć drogą kupna. Trochę więcej czasu zeszło mi na wyborze zapachu. Dziwnym trafem w tym sklepie zawsze mam taki problem ;p. W efekcie kupiłam aż trzy zapachy: truskawka, mango i różowy grejpfrut. 

Co mi się podoba to konsystencja. Jest żelowa przez co nie rozpływa się od razu na dłoni jak podobny żel z ISANY. Szybko się wchłania (a raczej paruje), nie zostawia lepkiej warstwy, daje uczucie chłodu :) i pięknie pachnie. Do tego zapach utrzymuje się bardzo długo. Ostatnio jak wysmarowałam się truskawką w pracy to wszyscy zastanawiali się kto pije taką dobrą herbatę ;)
Poza tym kosztuje tylko 10 zł za 60 ml i jest bardzo wydajny (isana na 50 ml  i podobną cenę chyba). Więc jeśli lubicie takie gadżety to szczerze polecam :)




niedziela, 30 października 2011

W wolnej chwili

W wolnej chwili lubię sobie poczytać. Kiedyś pochłaniałam książki tonami, teraz mam niestety mniej czasu, ale staram się regularnie coś skonsumować :). Mimo, że nie jest to już tak dużo jak kiedyś to i tak zawyżam średnią statystyczną :). Czytam praktycznie wszystko.

Jakiś czas temu (jakieś 3 lata chyba) kolega z pracy pokazał mi książki Jacka Piekary o inkwizytorze Mordimerze :) i wpadłam jak śliwka w kompot. Dziś mam praktycznie wszystkie na swojej półce (brakuje mi tylko jednej, poza tymi jeszcze nie napisanymi).
 Bardzo lubię ten cykl. Jest to historia alternatywnej rzeczywistości gdzie Jezus Chrystus zszedł z krzyża :) aby pokarać swoich oprawców.
Nie chciałabym pisać za dużo bo mam tendencję do odkrywania zbyt wielu faktów. 
Główny bohater to, jak już wspomniałam, Inkwizytor. Nie jest to jednak zwykły inkwizytor. Ma pewien dar do wychodzenia z siebie (kto czytał ten wie), posiada swojego Anioła Stróża (jednak nie jest to taki anioł jakbyśmy sobie wyobrażali), jest cholernie inteligentny i przebiegły, ma niesamowicie wyczulony zmysł powonienia i potrafi zadbać o potrzeby kobiet, a sporo się ich przewija w jego życiu :).
Podczas wielu przygód towarzyszą mu Kostuch (podobno tylko trochę ładniejszy od diabła) i Bliźniacy (nekrofile).
Dla niektórych język jakim operuje autor może być zbyt wulgarny i prostacki (słyszałam takie opinie), ale moim zdaniem inny nie mógłby być (jakoś nie wyobrażam sobie w takiej książce słów rodem z tomiku poezji). Sporo w niej specyficznego humoru, brutalnych opisów tortur (w końcu to inkwizytor) i seksu. Kto lubi takie klimaty na pewno nie będzie zawiedziony, moim zdaniem jest to jedna z lepszych pozycji na naszym rodzimym rynku wydawniczym. 

moja kolekcja

sobota, 15 października 2011

Handle whit care



Czyli paczka od Kamiliany (klik). 
Jakiś czas temu wpadł mi w oko błyszczyk firmy Revlon w kolorze Coral Reef. Znalazłam go na blogu  Ewy. Jest to pomarańczowo-brzoskwiniowy kolor, który moim zdaniem idealnie pasuje do jasnej skóry (Ewie pasował do opalenizny :) ale ja się nie opalam, a też mi pasuje).
 Ponieważ była to miłość od pierwszego spojrzenia musiałam go mieć. W Douglasie oczywiście nie było tego koloru. Postanowiłam zatem poprosić Kamilę o pomoc a ona się wspaniałomyślnie zgodziła. Paczka doszła w 5 dni :) (żeby poczta miała u nas takie tępo).

A ota i winowajca całego zamieszania.




I w wersji na ustach



Jeszcze porównanie z błyszczykiem MAC w kolorze Cindy (z kolekcji Viva Glam)



Kiedy dostałam paczkę bardzo się zdziwiłam bo była dość ciężka jak na błyszczyk. Wiecie dlaczego? Bo Kamila postanowiła mnie obdarować kilkoma rzeczami :) za co jeszcze raz jej bardzo dziękuję.



Estee Lauder Pure Color Barely Nude nr 46
Ciekawe czy będę umiała to obsłużyć

MAC Studio Sculpt w kolorze NC 15

wtorek, 4 października 2011

Zielona Żabka ;)

Korzystając z (podobno ostatnich) promieni słońca tej jesieni odwiedziłam Ogród Botaniczny :)
Poniżej kilka zdjęć z wycieczki :)




Czyżby książe?

Na koniec podróbka koniczyny czterolistnej :)

sobota, 1 października 2011

Szybkie pytanie i mam nadzieję szybka odpowiedź

Czy, któraś z Was mogłaby mi podpowiedzieć co ma na oczach i ustach Anna Maria Jopek na okładce październikowego Zwierciadła? Domyślam się, że jakiś miedziano-pomarańczowy cień, ale jaki? Na ustach chyba tylko błyszczyk, ale kto to wie? Kupiłam gazetę licząc na to, że znajdę opis makijażu ( w innych gazetach często są opisy), ale niestety nie było. Poza makijażem są tam też ciekawe artykuły więc zachęcam do lektury :)


piątek, 30 września 2011

Zabawa w Miłość - Margaux Fragoso

Zastanawiałam się jak zacząć tego posta tak, żeby nie streścić w nim całej książki. 
Jest to autobiografia dziewczynki (teraz już dorosłej kobiety), która przez kikanaście lat swojego życia żyła "w związku" z pedofilem. Książka szokuje o tyle, że temat pedofilii nie często pokazywany jest oczami dziecka i to w tak realny sposób. Pokazana jest tu sprytna manipulacja oprawcy, próba wymuszenia poczucia winy i uzależnienia dziewczynki od siebie. Ponad to jest tu ukazany cały proces zmian jaki wywołuje ten "związek" w psychice dziecka, i jak trudno jest się od tego uwolnić.
Na mnie zrobiła ogromne wrażenie i chociaż momentami czułam obrzydzenie, musiałam ją doczytać do końca. Wydaje mi się, że każdy rodzic powinien przeczytać tę książkę.
Chociaż nie mam jeszcze dzieci zaczęłam się zstanawiać czy ja byłabym w stanie, w porę zauważyć, że coś się dzieje. W przypadku rodziny Margaux było to utrudnione chorobą psychiczną matki i alkoholizmem ojca, ale czy w tzw. normalnej rodzinie byłoby to łatwiejsze? Nie wiem. Książka zdecydowanie daje do myślenia.
Świetnym podsumowaniem są słowa Alice Sebold (autorki Nostalgii Anioła, książki która opowiada o zgwałconej i zamordowanej dziewczynce, która przygląda się z nieba temu  co po jej śmierci dzieje się na ziemi):

Margaux Fragoso robi coś niewyobrażalnego: humanizuje pedofila. W ten sposób czyni jego zbrodnie jeszcze bardziej przerażającymi. Obraz tej relacji jest szokujący i odkrywczy. Jako opowieść ofiary jest poruszający, jako dzieło literacie - genialny.

zdjęcie ze strony merlin.pl

piątek, 23 września 2011

Rozdanie u Kamusi

Skoro jest tam paleta Sleek nie mogłam nie spróbować.


Do wygrania:
Paleta Sleek - Au Naturel
Samoopalacz - Santa Monica
Odsypka Korundu do mikrodermabrazji (wystarczy na sporą ilość użyć)
Próbka oleju kokosowego
Próbka bronzera - L'oreal Glam Bronze
Ozdoby do paznokci
Mixing Medium
Próbka La Roche Posay - Anthelios SPF 50
Próbka kremu Ziaja
odsypka skrobii kukurydzianej do używania jako puder matujący
Pilniczek

sobota, 17 września 2011

Z innej beczki

Wspominałam Wam na początku, że wadą mego charakteru (zapewne nie jedyną) jest słomiany zapał. Staram się z tym walczyć, ale obawiam się, że jest to walka z wiatrakami.
Swego czasu zapałałam miłością do rękodzieła a dokładniej do filcowania. Niestety miłość już przeminęła, ale z chęcią pokażę wam moje wytwory, które praktycznie wszystkie zostały porozdawane, tak że nic mi nie zostało (niestety nie wszystko fotografowałam, więc zdjęć nie będzie za dużo).