Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2011

Pędzle do blendowania

Co jakiś czas mam różne makijażowe fazy - raz są to cienie, za chwilę rozświetlacze, obecnie róże :)
Jedyną fazą, która mi nie mija to pędzle. Wszelkiego rodzaju. Co jakiś czas stwierdzam, że mam już wszystkie, które potrzebuję, ale oczywiście nie powstrzymuje mnie to przed kupnem kolejnych. W końcu pędzli nigdy za mało :)
Skoro już jestem niepoprawną pędzloholiczką to niech chociaż wyjdzie z tego coś pożytecznego :) 
Nie przedłużając już więcej oto przed Wami porównanie pędzli do blendowania .... ta dam :)


1. Inglot 6SS - cena ok. 30 zł, wykonany z naturalnego włosia wiewiórki
Mam go już 3 lata i mogę stwierdzić, że to całkiem niezły pędzel. Dobrze trzyma kształt mimo upływu czasu, nie wypadają włoski, nic się nie zniszczyło. Wygląda praktycznie tak samo jak w dniu, w którym go kupiłam. Ma tylko jedno "ale". Nie jest to pędzel do blendowania. Jest zbyt duży i zbyt miękki. Nadaje się tylko do delikatnych kolorów bo ciemniejszych nie jest wstanie rozetrzeć. Używam go do korektora pod oczy i do pudrowania okolic pod oczami. Pomimo tego, że jako blender się nie sprawdził znalazłam mu inne zastosowanie i bardzo go lubię. Poza tym mam do niego sentyment bo był jednym z moich pierwszych pędzli w kolekcji.

2. Zoeva Soft Definer 227 - cena 4,2 jurków, wykonany z włosia koziego 
Moim zdaniem jeden z bardziej udanych pędzli do blendowania. Sprężyste włosie, nie za miękkie ani nie za twarde świetnie pracuje zarówno przy jasnych makijażach jak i przy ciemnych. Mam zastrzeżenie tylko do tego że jest zbyt rozłożysty. Gdyby włosie było bardziej zbite byłby lepszy. Nie mniej jednak uważam go za bardzo dobrą alternatywę dla słynnej 217-stki z MAC. Minus - dostępność. Można go kupić tylko na stronie producenta www.zoeva-shop.de ale dla chcącego nic trudnego :)

3. MAC 217 - cena 95 zł  (22,50$ + TAX) wykonany ze sztucznego włosia
Słynny pędzel, który prędzej czy później musiał trafić do mojej kolekcji. Zawsze mnie zastanawiał fenomen tego pędzla. Praktycznie wszystkie makijażowe Guru na YT ma go w swojej kolekcji.
Teraz już wiem dlaczego.
Gdybym miała wybrać tylko jeden pędzel do makijażu oka to z całej kolekcji wybrałabym właśnie ten. Jego kształ lekko płaski i owalny pozwala wykorzystać go nie tylko do blendowania ale i do nakładania cieni. I nie ma  tu znaczenia czy będzie to cień prasowany, sypki czy w kremie albo musie. Perfekcyjnie podkreśla załamanie powieki. Praktycznie sam wszystko robi. Makijaż przy jego użyciu jest dziecinnie prosty. Po prostu kocham ten pędzel. Minus - dostępność (MAC ma salony tylko w Warszawie, w Krakowie i we Wrocławiu) no i cena. Nie mniej jednak nie żałuję żadnej złotówki, która na niego wydałam.  

4. Maestro 497 - cena 25 zł wykonany z włosia naturalnego (jakiego producent nie podaje, a przynajmniej ja nie znalazłam info).
To miała być polska odpowiedź na 217 z MAC. Czekałam na ten pędzel z niecierpliwością. Byłam tak bezkrytyczna, że zamówiłam od razu 2 sztuki. I w sumie nie wiem po co. Kolejny raz wyszło na to, że lepiej najpierw coś przetestować niż zakładać, że będzie super. O tym pędzlu mam jak najgorsze zdanie. Kształt nie wiadomo jaki, wg producenta miał być owalny - może trochę jest, ale jak dla mnie bardziej przypomina zużytą miotłę. Kiepskie włosie, dość drapiące. Właściwie nie robi nic do czego został zaprojektowany. Leży jeden z drugim nie używany. Chyba zacznę go używać do czyszczenia klawiatury bo na nic innego nie mam pomysłu. Do tego masakrycznie długa rączka, która jest totalnie nie praktyczna. Jak dla mnie strata kasy.

5. Revlon  - pędzel bez nazwy, kupiony na allegro za jakieś 20 zł, włosie bliżej nie określone
Świetny pędzel do blendowania. Dzięki lekko szpiczastej końcówce świetnie nadaje się do podkreślania załamania. I w sumie głównie w tym celu go używam chociaż blendować też nim można. Moim zdaniem jeden z tych pędzli, którego zakupu na pewno nie będziecie żałować. Polecam gorąco.

I na koniec trochę więcej zdjęć









niedziela, 24 lipca 2011

realTechniques czyli Samanta Chapman w akcji



Zapewne większość z Was zna siostry Sam i Nic czyli Pixiwoo, jeśli nie, zapraszam na ich kanał na YT - klik
Osobiście jestem ich wielką fanką, zatem nie mogłam nie nabyć pędzli, które stworzyła Sam.
Ponieważ, jak zwykle Polska jest upośledzona pod względem nowinek kosmetycznych, zmuszona byłam zaangażować w moje zakupy koleżankę zza wielkiej wody. Na szczęście zgodziła się i w ten oto sposób stałam się posiadaczką owych pędzli (nie zważając na to, że mało ich nie mam, ale wiadomo pędzli nigdy nie za wiele). Dość już tego przydługiego wstępu, czas na konkrety.




Shading brush
Pierwsze na co muszę zwrócić uwagę to fakt, że pędzle są po prostu śliczne ;) Kolory skuwek oznaczają przydatność pędzla i tak - fioletowe to pędzle do makijażu oka, różowe mają pomóc nam wykończyć makijaż, a złote (których nie kupiłam) mają być podstawą do wykonania całego makijażu twarzy. Ja zdecydowałam się na dooczny starter set składający się z : delux crease brush, accent brush, base shadow brush, pixel-point eyliner brush i brow brush. Do tego dokupiłam shading brush (na zdjęciu powyżej) oraz blush brush i stippling brush.
Jak już wspomniałam pędzle są śliczne, bardzo dobrze wykonane, na razie żaden nie zgubił włosów. Włosie syntetyczne bardzo miękkie, chociaż w przypadku stippling brush i deluxe creas brush dość zbite przez co wydają się twarde. Trzonki pędzli są krótkie i ogumowane dzięki czemu nie wyślizgują się z dłoni. Dla mnie ich wielkość jest idealna, za długie były by niewygodne (jak np. pędzle maestro, które jak dla mnie są zdecydowanie za długie i często walę nimi po lusterku). 
Stippling brush nadaje się świetnie do podkładów,  chociaż przy użyciu sprawia wrażenie, że jest ciut twardy - w tym względzie flat top z EDM wydaje się być bezkonkurencyjny. Natomiast blush brush jest zdecydowanie za miękki jak na pędzel do różu. Moim zdaniem to bardziej pędzel do pudru. Ewentualnie można by go użyć do mocno napigmentowanych róży, da wtedy bardzo naturalny efekt (co może wcale nie  być takie złe, bo pozwoli dać odpowiedni efekt przy zdecydowanie mniejszej ilości kosmetyków, a wiadomo less is more).
Jeśli zaś chodzi o pędzle dooczne to deluxe creas brush wykorzystuję tak samo jak siostra Sam Nic - pod oczy do korektora. Na moje powieki jest ona zdecydowanie za duża i za sztywna abym mogła ją wykorzystać w załamaniu - ale do korektora jak najbardziej. Pixel-point eyliner to pędzel na którego nie mam pomysłu, nie odpowiada mi do niczego. Jeszcze nie wiem jak go wykorzystać, ale do kresek wolę zdecydowanie dwustronny pędzel z H&M, o którym kiedyś na swoim blogu wspominała Brunetka.
Brow brush - świetnie sprawdza się do tego do czego został zaprojektowany czyli do brwi, dając bardzo naturalny efekt. Zdecydowanie nie nadaje się do robienia kresek, jest zwyczajnie za miękki.
Pozostałe tj. shading, accent i base shadow brush sprawdzają się wyśmienicie, ale nie można powiedzieć o nich wow - ot, porządne pędzle.
Poniżej więcej zdjęć


I małe porównanie 

MAC 217, Zoeva 227, Maestro 497, realTechniques base shadow brush, Inglot 6SS
Zoeva 122, realTechniques Stippling brush , ELF Stiple brush, EDM flat top

Sephora 40, Coastal Scents, Hakuro H53, Maestro 150 r.20, realTechniques Blush brush.