Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maski. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 września 2011

Black Head Nose Clay Mask

Swego czasu w internecie na pewnym blogu można było podziwiać (wątpliwej urody) możliwości tej maski. Skuszona jej niesamowitą skutecznością i chęcią wydania wojny moim wągrom postanowiłam nabyć ją drogą kupna na eBayu. Przyleciała do mnie z Korei Południowej i wzbudziła wielką nadzieję.


Niestety szybko nadzieja zamieniła się w rozczarowanie i już Wam piszę dlaczego.

Pierwsze co rzuca się w oczy to nawa "Clay Mask", racja jest to prawdziwy klej :-P. Ciężko to to nałożyć bo klei się do wszystkiego, a zwłaszcza do palca, rzekłabym nawet, że palec mam bardziej obklejony niż nos. Trzeba uważać jaką ilość nakładamy, bo jeśli damy jej za mało to będzie ją ciężko oderwać (a przecież właśnie to odrywanie jest najważniejsze), a jeśli damy za dużo to nie wyschnie i oderwać też się nie da bo będzie się ciągła jak guma. Kiedy już nam się uda określić jaka ilość jest tą ilością odpowiednią nakładamy i czekamy kilka minut aż wyschnie. Następnie należy ją zerwać dość energicznym ruchem. Bałam się, że będzie bolało, ale nie.
Nie boli pewnie dlatego, że nie wyciąga z porów tego co powinna wyciągnąć. Gdybym Wam pokazała zdjecie przed i po nie byloby różnicy (ale wolę Wam tych niesmacznych widokow oszczędzić). Nie wiem co robię nie tak, czy moje pory są jakieś niekomaptybilne czy co, ale ta maska wg mnie nie robi nic. O wiele lepiej sprawdziła się mieszanka mleka i żelatyny, którą podpatrzyłam w filmiku u AgaBil.
Moim zdaniem jest to kosmetyczny bubel, nie polecam.

wtorek, 13 września 2011

Beauty Friends ...

czyli koreańskie maski ala Hannibal Lecter :-)

Przy jakiś zakupach z ebaya dostałam jedną czy dwie gratis i przypadły mi na tyle do gustu, że postanowiłam zamówić wszystkie.
Kilku brakuje bo już wykorzystałam

W skład zestawu wchodzą: ziemniak, zielona herbata, cytryna, mleczko pszczele, witaminy, granat, aroma (zapach), aloes, ogórek, koenzym Q10, kolagen, algi, zioła, czerwony żeń-szeń, perła, maliny, fasola mung, owies, arbutyna, pomidor i kiwi. 
Co to jest?
Jak nazwa wskazuje sheet mask - czyli bawełniana maska, którą nakładamy na twarz. Należy uważać przy otwieraniu opakowania bo maska jest dość mocno nasączona i potrafi nabrudzić przy braku ostrożności. Co widać nawet na zdjęciu poniżej.


Maska jest dość sporych rozmiarów w związku z czym trochę niewygodnie się nakłada  bo trzeba ją odpowiednio pozaginać. Nie wiem jak Azjatki, które mają przecież drobne twarze, sobie z tym radzą. Trochę mnie to denerwuje, ale nie na tyle by ich nie używać.


Generalnie pomimo tego, że mają wpisane różne właściwości na opakowaniu,  moim zdaniem wszystkie robią to samo, czyli:

- nawilżają
- wygładzają skórę
- rozświetlają
- łagodzą zaczerwienienia

Jednym słowem twarz jest po nich przyjemna w dotyku i w moim przekonaniu szczęśliwa (ależ to brzmi ;-P). Całkiem fajna rzecz, jednakże ta mnogość rodzajów to w moim odczuciu tylko taki chwyt marketingowy. Zaletą jest też cena bo za 9,68$ można na ebayu kupić aż 15 masek, co jest całkiem przystępną ceną.
Jedyny minus jaki znalazłam to zapach, ale dotyczy to tylko wersji ziemniaczanej - ona na prawdę pachnie ziemniakami. A nie jest to zapach, który chciałabym czuć. Pozostałe pachną dość przyjemnie chociaż nie wiem czym.

Maskę mogę porównać do podobnego produktu z oriflame (Royal Velvet), która miała intensywnie rewitalizować a robiła dokładnie nic. O przepraszam, robiła coś - śmierdziała alkoholem. W porównaniu do tego bubla Beauty Friends to zupełnie inna liga.

Moim zdaniem warte wypróbowania.